Studenci UAM bez Granic. Tym razem Madagaskar

Fotografia w nagłówku
Studenci UAM bez granic
Studenci UAM bez granic

 

Madagaskar - wyspa kontrastów, na której życie nie jest łatwe. Tegoroczny projekt Studentów UAM bez Granic wywołał i nadal wywołuje wiele emocji – od radości, przez ekscytację, po łzy, przemyślenia i smutek.

Studenci UAM bez Granic to grupa składająca się z osób, które jeżdżą do odległych krajów by pomagać dzieciom w nauce oraz pokazywać nowe metody nauczania. W tym roku odbyła się ich piąta podróż. Wcześniej odwiedzili Tanzanię, Paragwaj, Indonezję i Nepal. Jak podkreślają uczestnicy wyprawy, poprzez wyjeżdżanie do innych krajów chcą pokazać aktywizujące metody nauczania, myślenia kreatywnego i rozwijania twórczości. Studenci powoli planują kolejną daleką wyprawę, jednak nie chcą zdradzić dokąd tym razem ich nogi poniosą: - Trochę za wcześnie, aby o tym mówić. Na pewno chcielibyśmy, aby projekt dalej się rozwijał. I mamy nadzieje, że będzie. Mamy już w głowie parę pomysłów, o których pewnie niedługo opowiemy. Ich dotychczasowe starania zostały nagrodzone w konkursie na Projekt Budżetowy Kowadło 2.0.

Kiedy wpiszemy w przeglądarkę internetową Madagaskar, pierwsze co pojawia się na naszych ekranach, to rajskie plaże, palmy czy zielone lasy. Szybko jednak uczestnicy wyprawy na Czerwoną Wyspę przekonali się, że tak nie jest. - Będąc na płycie lotniska dostrzegłam wzgórza, na których jeszcze kilkanaście lat temu rosły drzewa. Teraz - to już jest przeszłość. Na Madagaskarze lasy znikają w bardzo szybkim tempie. Jadąc przez wyspę czuć dym po palącym się drewnie. Jadąc na południe widać ludzi karczujących drzewa, sawanny w ogniu. Przyznam, że będąc świadkiem niszczenia tej niesamowitej przyrody, moje oczy były pełne łez – opowiada Marta Wawrzyniak, koordynator i studentka na Wydziale Studiów Edukacyjnych.

Czytaj też: Madagaskar to znów okrutny czarodziej

Coraz szerzej znany jest fakt, że w Afryce usługi oświatowe na wszystkich poziomach nauczania są płatne. Kryterium cenowe jest proste: im lepsza szkoła, tym droższa. Jedyną szansą biednych na przyzwoite wykształcenie swoich dzieci jest posłanie ich do szkół przymisyjnych, czyli zarządzanych przez zgromadzenia różnych wyznań chrześcijańskich. Te utrzymują wysoki poziom i są stosunkowo tanie (dotowane z pieniędzy misyjnych). Jedynym problemem jest bardzo ograniczona liczba miejsc w relacji do potrzeb i to, że rodzin, mimo obcinania racji żywnościowych i innych oszczędności, często nie stać nawet na zaniżone czesne. W czasie wyprawy studenci uczyli dzieci w wieku 4 do 14 lat, ze szkoły St. Joseph College w Ambohidratrimo.

- Pracowaliśmy w dwóch grupach tematycznych, które podzielone były według wieku naszych uczestników na cztery mniejsze podgrupy. Każde zajęcia składały się z dwóch części. Dzieci uczyły się języka angielskiego oraz uczestniczyły w zajęciach ruchowych, artystycznych i rozwijających kreatywne myślenie. Wykorzystywaliśmy aktywizujące metody nauczania, które skłaniają dzieci do samodzielnego myślenia i działania. Na naszych zajęciach było dużo gier i zabaw, co sprawiało, że uczniowie bardzo chętnie w nich uczestniczyli – wspomina Marta, dodając: Pierwsze spotkanie z dziećmi było trudne, ale dzięki ich otwartości i uśmiechom, które im towarzyszyły, szybko przełamaliśmy pierwsze lody. Jedyną barierą, która nam przeszkadzała i której się obawialiśmy - to językowa. Dzieciaki mówią głównie po malgasku, a język ten w pierwszych dniach był dla nas czarna magią. Każdego dnia, oczywiście głównie od dzieci, uczyliśmy się nowych słów, ale mogliśmy też liczyć na pomoc naszych miejscowych tłumaczek.

Społeczeństwo Madagaskaru jest unikalne. Inaczej niż przeważająca większość ludów afrykańskich, Malgasze posługują się jednym językiem i bardziej identyfikują się ze swoim krajem niż z regionem, czy plemieniem. Nie znaczy to, że Madagaskar jest homogeniczny: występują tam liczne dialekty i około 20 plemion z różnorodnymi, mocno zarysowanymi tradycjami. - Na początku trudno było nam przyzwyczaić się do ich otwartości i ciekawości oraz słyszanych zewsząd „Vazaha!” (biały człowiek przyp. red). Zauważyliśmy jednak, że mimo różnic kulturowych, dużo więcej mamy wspólnego i więcej nas łączy niż dzieli – dodaje Urszula Małecka, studentka Wydziału Prawa i Administracji.

W czasie wyprawy, uczestnicy byli świadkami obrzędu pogrzebowego, który różni się od naszego, tradycyjnego pogrzebu. Charakterystycznym dla tamtejszej kultury jest zwyczaj przewijania zwłok czyli famadihana - Organizuje się go pomiędzy początkiem czerwca i końcem września. Wtedy to otwiera się groby, a żywi ‘’tańczą ze zmarłymi’’. Ceremonia ta powtarza się co pięć lat i jest bardzo kosztowna. Rodzina zaprasza wielu gości, których musi żywić przez trzy dni. W tym czasie rum leje się rzeką, nikt nie może płakać i okazać smutku – wspomina Urszula.

 

Czytaj też: Studenci bez Granic najlepsi w Polsce
    Wyprawa, jak zauważyła Joanna Błaszczyk, studentka Wydziału Nauk Społecznych bardzo wiele ich nauczyła. Dzięki niej zaczęli inaczej postrzegać świat –Gdy rozmawialiśmy w samolocie i wspominaliśmy różne momenty naszej wyprawy, doszliśmy do wniosku, że w Polsce dość często nie dostrzegamy tego co mamy, bądź tego nie szanujemy. Na Madagaskarze jest odwrotnie i sądzę, że to wywarło na nas największe wrażenie – podkreśla.

 

Życie Ogólnouniwersyteckie