Debata. Media czyli wyścigi kłamstwa i prawdy

 

Nie pozwalajmy sobie na zbyt uproszczone stwierdzenia, bo rzeczywistość jest złożona.  W tej jej złożoności właśnie upatruję nadzieję, bo to ona nie pozwoli na czarne scenariusze – podsumował dyskusję prof. Rafał Drozdowski z Wydziału Nauk Społecznych UAM.

Był oprócz prof. Doroty Piontek z WNPiD, prof. Wojciecha Cellarego z UEP oraz dr. Krzysztofa Gołaty z UEP jednym z czterech panelistów  X Debaty Akademickiej ( 11.06 w gmachu UEP), poświęconej kłamstwu i prawdzie we współczesnych mediach.  Prof. Tadeusz Kowalski z UEP, prowadzący spotkanie, poprosił najpierw o nakreślenie ogólnego obrazu medialnej rzeczywistości i zagrożeń, jakie z niej wynikają. Prof. Piontek uspokajała, że niepokojący przesyt informacji, kłopoty z jej selekcją czy weryfikacją to nie są zjawiska nowe, bo pojawiły się w świecie już od lat 70. Zaniepokojenie budzi ich skala, na co wpływ ma rozwój technologiczny i komercjalizacja informacji, mającej wartość tylko wtedy, jeśli ją można sprzedać. Wtórował jej dr Gołata, podkreślając, że tabloidy istnieją od 200 lat, a już Winston Churchill mawiał, że kłamstwo obiegnie świat, zanim prawda włoży kurtkę. Weszli w ten sposób w spór z prof. Cellarym, który uważał, że to nie jest kwestia skali, a zjawisko jest zupełnie nowe, bo dziś  nie ma informacji ogólnej, zrozumiałej dla wszystkich, tylko każdy w swojej „bańce” odbiera takie informacje, jakie są zgodne  z jego własnymi przekonaniami. On też kilkakrotnie zwracał uwagę na to, że jesteśmy przez 24 godziny podglądani w sieci i analiza tych gigadanych pozwala na całkowite spersonalizowanie informacji: jeśli boję się uchodźców, dostanę informacje ten lęk potwierdzające, jeśli bezrobocia – to o bezrobociu, jeśli wzrostu podatków - to o podatku itp.

Czy są to informacje prawdziwe? Marketingowcy dawno odkryli, że aby sprzedać produkt, trzeba działać na emocje i ta reguła stosuje się dziś i do „sprzedaży” informacji – mówił prof. Cellary. I co do tego wszyscy byli zgodni: dziś odbiorcy nie szukają informacji wiarygodnych, lecz emocjonujących i starają się unikać dysonansu poznawczego, co ułatwiają media społecznościowe. Prof. Drozdowski nazwał to realizmem emocjonalnym. A będzie jeszcze gorzej – roztaczał wizję prof. Cellary – w gospodarce 4. 0, w której  człowieka zastąpią roboty, główną powinnością człowieka będzie nie praca a rozrywka, a ta w ogóle nie potrzebuje informacji tylko emocji.

Co robić, by bronić się przed tymi zagrożeniami? Tu wszyscy też byli zgodni, że trzeba tę rzeczywistość przyjąć i zrozumieć zasady jej działania. Jak stwierdziła brutalnie prof. Piontek, aby wyjść z nałogu, trzeba najpierw sytuację, że to jest nałóg, zaakceptować. A więc należy badać te medialne zjawiska, a z drugiej - edukować odbiorcę, tak by umiał używać nie tylko emocji, ale i rozumu przy odbiorze informacji. Sama uczestniczy w projektach, gdzie bada się populistyczne media czy przygotowuje metody uczenia rozumnego korzystania z sieci. Dr Gołata upatrzył iskierkę nadziei w tym, że rzetelne media papierowe( Financial Times, Economist, Los Angeles Time) dzięki internetowym – płatnym! - wydaniom zwiększyły kilkakrotnie liczbę czytelników, a więc sieć nie jest tylko zagrożeniem i są grupy – choć nie tak liczne – szukające kompetentnych informacji.  Prof. Drozdowski wiązał nadzieję z organizacjami strażniczymi w sieci, „patrzącymi na ręce”, wyszukującymi przekłamania czy z powstającą modą na odwrót od bezmyślnego korzystania z sieci, bo kultura nie lubi megatendencji. Zwrócił także uwagę na to, że czeka nas jeszcze dyskusja o nowych instytucjach, bo nowe media są skonstruowane według starych zasad, a te nowe instytucje będą nas może lepiej chroniły jako konsumentów informacji. (Tu wtrącił dr Gołata, że polskie media wciąż funkcjonują wg zasad prawnych z 1984 roku…).  Walki z post-prawdą nie ułatwi też brak praktycznej definicji fake newsów: przyjmuje się, że to świadoma dezinformacja, ale jak udowodnić, że była rzeczywiście świadoma?

Z każdej dyskusji oprócz ważnych faktów i rozważań przynosi się do domu i te, które zrobiły zaskakujące wrażenie(te emocje!). Zwykle mówimy wtedy: wyobraź sobie, że…Po ostatniej debacie w wielu domach zapewne będzie mowa o przedstawionym przez jedną z dyskutantek trybie pracy w pewnym piśmie tzw. prasy kobiecej: dziennikarki tej gazety otrzymują spis wyrazów najczęściej klikanych, co ma być inspiracją do tekstu; fotoedytor przedstawia plik zdjęć celebrytów w różnych sytuacjach – do tych fotek trzeba napisać – z wyobraźni - teksty, które trafiają następnie nie do redakcji czy korekty, jak bywało dawniej, lecz do prawnika, który ocenia, czy te wymysły nie zagrażają kosztownym procesem…Czy to prasa kształtuje czytelniczki czy czytelniczki taką prasę? – zadała pytanie. Odpowiedź na to pytanie to także dowód złożoności medialnego świata.

 

Życie Ogólnouniwersyteckie