„Przyłączcie się do nas!”. Marzec 1968 w Poznaniu

 

 

„Prowodyrzy zajść, w skierowanej przeciwko porządkowi publicznemu działalności, inspirowani przez znanych Wam z informacji prasowych, zdemoralizowanych reprezentantów »bananowej« młodzieży warszawskiej – wykorzystywali dezorganizację środowiska akademickiego oraz występujące jeszcze niedociągnięcia w pracy wychowawczej”.

Tymi słowy I sekretarz KW PZPR w Poznaniu Jan Szydlak próbował w czasie wielkiego partyjnego wiecu zwołanego 16 marca 1968 roku na placu Mickiewicza pomniejszać istotę poznańskiej odsłony Marca 1968 i minimalizować polityczne straty poniesione w tych dniach przez partię władzy w stolicy Wielkopolski. Gwałtowna mobilizacja w partyjnych szeregach wskazuje jednak, że były one wyjątkowo dotkliwe. Wiecowe zaklinanie rzeczywistości nie mogło bowiem zmienić faktu, że przeciwko opresyjnemu systemowi zbuntowało się pierwsze pokolenie urodzone w PRL.

Studencki opór wobec trudnej do zaakceptowania rzeczywistości politycznej, która nastała w Polsce po 1945 r. ma w Poznaniu długą i piękną tradycję. Można by nawet rzec, że układa się ona w pewną cykliczną sekwencję zapoczątkowaną wielkim protestem ulicznym zorganizowanym w maju 1946 r. w geście solidarności z akademikami z Krakowa, którzy odważyli się obchodzić zakazane Święto Narodowe Trzeciego Maja. W tych dniach aresztowano w Poznaniu od 633 do nawet tysiąca osób. 11 lat później, w maju 1957 r. poznańscy studenci świętowali swoje pierwsze, powojenne juwenalia. Potrzeba  odreagowania „nocy stalinizmu” była wśród nich tak powszechna, że przerodziła się w wielki „antysocjalistyczny i antyradziecki” happening w centrum miasta. Jedynie wyraźna chęć uspokojenia nastrojów społecznych panujących w Poznaniu w przededniu pierwszej rocznicy Czerwca 1956, która dominowała wówczas w gmachu KW PZPR, sprawiła, że ostatecznie nie wszczęto podsuniętego prokuraturze przez SB postępowania wymierzonego w miejscowe środowisko studenckie. Nie minęło kolejnych 11 lat i poznańscy studenci ponownie weszli w spór z „ludową władzą”.

U bezpośrednich źródeł ogólnopolskiego protestu społecznego, który przeszedł do historii jako Marzec 1968 legła decyzja władz, które wraz z końcem stycznia 1968 r. zdecydowały się zdjąć z afisza Teatru Narodowego Dziady Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Pociągnęło to za sobą przybierający z każdym tygodniem na sile opór demonstrowany w rozmaity sposób przez warszawskich studentów oraz wspierających ich w tym dziele przedstawicieli liberalnej inteligencji (m.in. S. Kisielewski, P. Jasienica, A. Słonimski). Przesilenie nastąpiło 8 marca 1968 r., gdy komunistyczne władze siłą spacyfikowały studentów Uniwersytetu Warszawskiego protestujących na Krakowskim Przedmieściu. Wieść o dramatycznych wydarzeniach w Warszawie, a zwłaszcza o brutalnych interwencjach ZOMO, wspieranych przez tzw. aktyw robotniczy, prędko ogarnęła wszystkie większe ośrodki uniwersyteckie w kraju, co w sporej mierze było zasługą Radia Wolna Europa.

Poznań nie był bynajmniej białą plamą na mapie studenckich demonstracji, które przetoczyły się wówczas przez PRL. Pierwsze ulotki nawołujące do protestu w imię solidarności z kolegami z Warszawy pojawiły się w poznańskich akademikach w niedzielę 11 marca 1968 r. Nazajutrz o godz. 15 na pl. Mickiewicza zebrało się ok. tysiąca młodych ludzi, którzy poprzez wznoszone hasła jednoznacznie zamanifestowali charakter swojego zgromadzenia. „Prasa kłamie”, „Żądamy Dziadów”, „Żądamy uwolnienia studentów Warszawy”, „Niech żyją robotnicy Cegielskiego” – to tylko niektóre z nich. Wieczorem w tym samym miejscu zebrało się już ok. 3 tys. studentów, co jest liczbą godną szacunku, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że pod koniec lat 60. na studiach dziennych uczyło się w Poznaniu ok. 17 tys. osób. Atmosfera gęstniała z każdą chwilą. Studenci przynieśli z sobą transparenty (m.in. „Żądamy wolności słowa!”), a programowe i powielane po wielokroć hasło: „Prasa kłamie”, uzupełnili o demonstracyjne palenie gazet. Wreszcie ok. godz. 21 przeszli pod położony nieopodal gamach KW PZPR, co najwyraźniej było jawnym nawiązaniem do scenariusza napisanego w 1956 roku przez poznańskich robotników.

O ile pierwszego dnia milicja nie interweniowała, to 13 marca władze przeszły do kontrofensywy. Z jednej strony posłały „w bój” znaczne siły ZOMO, które w ciągu kolejnych kilku dni będą „przywracać spokój” na ulicach Poznania (zwłaszcza na pl. Mickiewicza i w obrębie Domów Studenckich) przy pomocy gumowych pałek i gazów łzawiących. Z drugiej zaś rozwinęły akcję informacyjno-propagandową, na którą składały się zarówno wymuszone i wyjątkowo dziś dojmujące apele władz poznańskich uczelni (vide odezwa Kolegium Rektorów Miasta Poznania z 13 III 1968 r.: „Dajcie zdecydowany odpór wichrzycielom, którzy chcą zakłócić spokój waszej pracy i spokój całego miasta”), jak i nagonka na łamach lokalnej prasy, która po nazwiskach postponowała najbardziej aktywnych „prowodyrów i wichrzycieli”. Finałowym zamknięciem owej koordynowanej z gabinetów KW PZPR operacji był ów „spontaniczny” i wspomniany na wstępie wiec na placu Mickiewicza z udziałem ok. 50 tys. „oburzonych” członków PZPR, który bez wątpienia stanowi jeden z najsmutniejszych rozdziałów w powojennych dziejach Poznania. Ważkim dopełnieniem poznańskiego Marca 1968 były w końcu represje. Tylko do kwietnia 1968 r. zatrzymano w Wielkopolsce 214 osób.

Sto lat UAM Wydział Historyczny