Józef Kostrzewski. Nie tylko archeolog

Fotografia w nagłówku
Józef Kostrzewski
Józef Kostrzewski

 

Multidyscyplinarność, dynamiczny marketing nauki, błyskawiczne publikacje – czy nie brzmi to bardzo współcześnie?  Entuzjastą i sprawnym realizatorem tych idei był jednak człowiek urodzony w XIX wieku.

 „Człowiek a dziedzictwo” taki temat miała ogólnopolska konferencja w Poznańskim Towarzystwie Przyjaciół Nauk( 21-22.09).  Zebrani naukowcy dyskutowali o wielu wyzwaniach archeologii współczesnej, ale patronem konferencji był twórca poznańskiej archeologii i współzałożyciel naszego uniwersytetu Józef Kostrzewski( 1885-1969). Dlatego jemu też poświęcił pierwsze wystąpienie dr Andrzej Prinke, autor książki o tym wybitnym uczonym( ukaże się w tym roku), ukazując mniej znane aspekty życia wielkiego archeologa i podkreślając pionierskie zasługi Kostrzewskiego.

Wykłady prof. Kostrzewski zaczynał zawsze od anegdoty, więc i dr Prinke zaczął od sporu, który kiedyś toczyli archeologowie, komu należy się pierwsze miejsce w ich gronie. Jak żartobliwie podkreślił, miejsce to należy się Kostrzewskiemu właśnie, bo tylko on zakładał własny uniwersytet i tylko jemu zaproponowano wszystkie ówczesne katedry archeologii w Polsce( Kraków, Wilno, Lwów, Warszawa). Wszystkim zresztą odmówił, pozostając wierny Poznaniowi.

Pierwszeństwo należy mu się bez wątpienia za prekursorstwo w nadaniu polskim badaniom archeologicznym interdyscyplinarności. Dr Prinke uważa, że wpływ na to miały studia medycyny, jakie Kostrzewski odbywał we Wrocławiu, zanim zdecydował się na archeologię. Choć sam Kostrzewski długo zajmował się tylko żmudnym tworzeniem schematu chronologiczno-kulturowego pradziejów, zyskując niezbyt błyskotliwie brzmiące miano „buchaltera polskiej archeologii”, to już w 1928 do opracowań kości zwierząt w Chełmży został zaproszony wybitny przyrodnik i lekarz Edward Lubicz-Niezabitowski, a szczątków roślin – Adam Wodziczko( obaj zresztą byli znajomymi Kostrzewskiego). Zachęcał do interdyscyplinarności uczniów: Jana Dylika, który stworzył polską geografię prahistoryczną, czy Karola Stojanowskiego i Wojciecha Kočkę, antropologów. W Biskupinie wraz z Kostrzewskim pracowała już  w pełni interdyscyplinarna ekipa, wśród której byli m.in. malakolodzy, palinolodzy, architekci, metaloznawcy, chemicy czy technologowie drewna – nie tylko zresztą z Poznania. Wprowadzał też nowe techniki wykopaliskowe, a więc archeologię lotniczą( pierwsze zdjęcia wykonywano z balonu). Stosował fotografię barwną, fotogrametrię, technikę szlamowania czyli płukania, by wydobyć na światło dzienne najdrobniejsze cząstki znalezisk, a także archeologię podwodną ( zachowane zdjęcia dowodzą, że do jeziora schodzili nurkowie wojskowi).

Sam wykorzystał dane nauk przyrodniczych dopiero w „Kulturze prapolskiej” – jednej z pięciu książek, które napisał w czasie okupacji, ukrywając się pod nazwiskiem Edmund Bogdajewicz w Generalnej Guberni.

Jego nazwisko nierozerwalnie związane jest z Biskupinem, najpopularniejszym odkryciem archeologicznym w Polsce. Warto wiedzieć, że ul. Biskupińska w Poznaniu tak nazwana została na cześć Kostrzewskiego, który w owej alei przed wojną zbudował willę. Otrzymała numer 1 przy nowo nazwanej ulicy. Dr Prinke twierdzi, że w dwojaki sposób zawdzięczamy Kostrzewskiemu odkrycie Biskupina, gdyż nie tylko prowadził tam badania, ale znalezienie tego miejsca przez miejscowego nauczyciela  było wynikiem niestrudzonych akcji popularyzatorskich, w których  był mistrzem. Pisał niezliczone artykuły popularno-naukowe zamieszczane w gazetach całej Polski. Sam Biskupin reklamował w akcji ulotkowej. Ulotki rozrzucane były z balona, który przeleciał od Biskupina po Gdańsk. Na wczasy do Biskupina zapraszał literatów i dziennikarzy; z tej inspiracji powstała m.in. powieść ”Dziw”  małżeństwa Bechczyc-Rudnickich, do której Kostrzewski napisał wstęp.

Miał też żyłkę konspiratora. W latach 1917-18 przechowywał na strychu Muzeum Archeologicznego Wincentego Wierzejewskiego i kilku jego kolegów, również dezerterów z wojska. Co więcej, Wierzejewski pod okiem Kostrzewskiego uruchomił na strychu drukarnię fałszywych dokumentów dla coraz liczniejszych dezerterów z wojska pruskiego. Może właśnie pamiętając o jego odwadze – a także bardzo szerokich kontaktach w środowisku inteligencji – po 1956 roku, kiedy Kostrzewski, licząc na odwilż, chciał reaktywować formacyjne towarzystwo Eleusis – w jego gabinecie założono podsłuch, a w zespole Kostrzewskiego pozyskano tajnego współpracownika.

Barwna postać, wielki uczony, autor ponad 900 prac – jak podkreślił jeden z uczestników konferencji - Kostrzewski miał wielki udział w tym wyjątkowo twórczym i nowatorskim okresie badań nad przeszłością.

Maria Rybicka

Sto lat UAM Wydział Historyczny