Szlachetne zdrowie … czyli jak chorują Polacy

Fotografia w nagłówku
Fot. Adrian Wykrota
Fot. Adrian Wykrota

Z dr Izabellą Main z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM, autorką wydanej właśnie książki „Lepsze światy medyczne? Zdrowie, choroba i leczenie polskich migrantek w perspektywie antropologicznej” rozmawia Magda Ziółek

Załóżmy, że jestem w ciąży i mam złe doświadczenia związane z polską służbą zdrowia, gdzie mogłabym wyjechać, aby urodzić w znieczuleniu zewnątrzoponowym?

Jeśli mieszka pani w Polsce, to jedynym pewnym rozwiązaniem jest poród w prywatnej klinice. Wówczas w ramach wybranego pakietu otrzyma pani wiele udogodnień, w tym znieczulenie. I to niestety jest jedyna legalna droga, ponieważ w myśl przepisów, każdy obywatel UE ma prawo do posiadania ubezpieczenia zdrowotnego tylko w jednym kraju i w tym kraju powinien odbyć się też poród.

Natomiast sytuacja zmieniłaby się, gdyby zamieszkała pani w Anglii. Wówczas po zgłoszeniu do lekarza GP czyli General Practitioner – to taki odpowiednik naszego lekarza rodzinnego, nabywa pani prawo do usług medycznych. Po tej rejestracji ma pani dostęp do pełnego pakietu usług będąc w ciąży: wizyt u położnej, wymaganych badań a także porodu w znieczuleniu zewnątrzoponowym, które jest tam standardem.

A co może pani powiedzieć o doświadczeniach Polek mieszających w innych krajach UE?

Przez kilka lat, zbierając materiał do książki prowadziłam badania etnograficzne wśród osób przebywających w Londynie, Barcelonie i Berlinie. Ich doświadczenia są bardzo zróżnicowane ponieważ poziom usług medycznych w tych krajach jest inny. Zatem niezależnie od sytuacji życiowej, czy znały one lokalny język czy nie, ich sytuacja znacznie się różniła. W Anglii np. czas oczekiwania na wizytę specjalistyczną jest dłuższy niż w Niemczech. Ponadto w Niemczech większość zabiegów prewencyjnych jest refundowana. Oczywiście zależy to od wysokości składki i wybranego funduszu ale nawet w ramach przeciętnego pakietu dostępnych jest wiele usług. Np. w przypadku ciąży mogą to być rajstopy czy skarpety kompresyjne poprawiające ukrwienie czy około 10 sesji rehabilitacyjnych przy problemach z kręgosłupem. Zatem wracając do pani pytania, te doświadczenia z reguły były pozytywne. Natomiast część badanych mieszkających np. w Anglii czy Hiszpanii, na wizyty specjalistyczne przyjeżdżała do Polski. To wynikło z wielu przyczyn. Przede wszystkim problemem była niedostateczna znajomość języka. Te osoby uważały, że lepiej „dogadają się” z lekarzem w kraju. Istotna była też różnica w dochodach. Zarobki w Anglii umożliwiały im korzystanie z prywatnej opieki medycznej w Polsce. Takim najczęstszym przykładem jest np. leczenie stomatologiczne, które zarówno w Anglii jak i Hiszpanii jest bardzo drogie. W Anglii jest jeszcze jedno ciekawe zjawisko a mianowicie poradnie, w których przyjmują lekarze przyjeżdżający z Polski. Stawki za wizyty są jednak porównywalne z tymi w angielskim prywatnym sektorze medycznym a więc znaczenie wyższe niż w naszym kraju. Natomiast tam pacjentka ma możliwość uzyskania porady w języku polskim.

Zobacz też: Żywność suszona mrozem. Samo zdrowie

A czy Polacy leczą się poza granicami naszego kraju?

W mniejszym stopniu, ponieważ z reguły to leczenie jest dużo droższe. Chociaż są wyjątki np. osoby, które mają podwójne obywatelstwo. To jest dosyć częste na obszarze Śląska wśród osób, które pracowały w Niemczech i mają prawo do tamtejszej opieki medycznej. Ci ludzie często decydują się na podróż do Niemiec w celu poprawienia stanu zdrowia. Podobnie jest w miejscowościach przygranicznych. Pojawiło się nawet  w tamtejszych szpitalach zapotrzebowanie na międzynarodowy personel medyczny. To na pewno ułatwia decyzję polskim pacjentom, aby tam właśnie wyruszyć na leczenie. To jest jedna grupa, drugą stanowią osoby, które korzystają z dyrektywy UE o opiece transgranicznej. W jej myśl pacjent ma prawo leczyć się za granicą, jeśli spełni pewne określone wymogi. Jednym z takich kryteriów jest czas oczekiwania na wizytę lub zabieg. Jeśli jest on dłuższy w ojczystym kraju, pacjent może wykonać go za granicą. Koszty tego leczenia najczęściej są refundowane do poziomu kosztów usług w kraju, w którym jest ubezpieczona dana osoba. Czasem te świadczenia wyceniane są na podobnym poziome np. w Polsce i Czechach. To spowodowało, że spora część pacjentów z południowej Polski udaje się na leczenie okulistyczne czy operacje chirurgiczne np. stawu kolanowego lub stawu biodrowego do Czech. Wcześniej muszą oczywiście uzyskać zgodę NFZ i przejść przez całą procedurę organizacyjną, co również może być przeszkodą. Z tego powodu w tych regionach pojawiły się firmy, które organizują takie leczenie. Pakiet usług, które oferują jest bardzo zróżnicowany, od zapewnienia transportu, tłumaczenia w trakcie zabiegu, po wypełnienie dokumentów i dopełnienie wszelkich formalności w NFZ ale bywa że możliwe jest także prefinansowanie.

W polskiej telewizji czy radiu emitowanych jest bardzo dużo reklam środków farmakologicznych czy suplementów diety. Znacznie więcej niż np. w Hiszpanii. Czy to ma wpływ na to jak chorują Polscy?

To że reklam jest więcej wynika z prawodawstwa. W wielu krajach jest to po prostu zakazane. Czy to wpływa na to jak siebie odbieramy? W Anglii Polacy postrzegani są jako hipochondrycy. Wynika to z faktu, że często korzystają z konsultacji lekarskich nawet w przypadkach gdy są one niepotrzebne np. w wypadku przeziębienia. Myślę, że jest to pochodna nastawienia pacjenta do własnego zdrowia, wynika z socjalizacji, z tego jak funkcjonują dzieci w polskich rodzinach. Rozmawiałam m.in. z osobą, która pochodzi z rodziny lekarskiej. W jej domu była specjalna szufladka z lekarstwami. Ta kobieta, już jako dziesięciolatka, wiedziała jaką pigułkę wziąć, gdy źle się poczuje. Uczymy się tego od małego obserwując swoich rodziców czy dziadków.

W Czechach za każdą wizytę u lekarza naliczana jest minimalna opłata. To powoduje, że ludzie bardziej zastanawiają się nad tym czy jest to zasadne. Mam wrażenie, że w naszym kraju wizyta w przychodni może też pełnić funkcję społeczną. To jest okazja aby spotkać się z drugim człowiekiem, porozmawiać i opowiedzieć o swoich problemach. Ale jest też przejawem źle pojętej troski o własne zdrowie.

W wywiadach przeprowadzanych w Niemczech zadawałam m.in. takie pytanie: co to znaczy być zdrowym? Dla wielu Niemców bycie zdrowym to dobra kondycja fizyczna i psychiczna, równowaga w życiu i … aktywny tryb życia. Uprawianie sportu jest dla nich bardzo ważne zarówno na etapie nauki jak i późnej w życiu zawodowym. Dobry pracodawca to ten, który zapewnia swoim pracownikom dostęp do obiektów sportowych. W Polsce natomiast bycie zdrowym to łykanie suplementów i leków. Niedobre jest, że dodatkowo wpisuje się to w szerszy kontekst społeczny. Te osoby z reklam zwykle pokazywane są w otoczeniu rodziny i znajomych, roześmiane. Tak jakby leki mogły rozwiązać nie tylko problemy ze zdrowiem ale zapewnić szczęśliwe życie.

Czyli definicja tego czym jest zdrowie jest zależna kulturowo. A czy zna pani choroby, które występują tylko w naszym kraju?

Jedyna rzecz, która przychodzi mi teraz do głowy to kołtun. W medycynie ludowej funkcjonował on jako źródło energii witalnej. Jeśli pojawiał się we włosach to go nie wyczesywano ponieważ powszechne było przekonanie, że może to mieć negatywne konsekwencje dla zdrowia. Jeden z ostatnich kołtunów znajduje się w Muzeum Etnograficznym w Toruniu a wierzenie w kołtun zanikło. W Polsce raczej nie ma chorób kulturowych. Natomiast są inne zjawiska. Na przykład ciąża, o którą pani pytała jest mocno zmedykalizowana. Dużo kobiet uważa, że tak powinno być, oczekują od swoich lekarzy comiesięcznych kontroli ultrasonograficznych, chociaż nie ma to uzasadnienia medycznego. Również świadczy o tym wysoki odsetek cesarskich cięć wykonywanych w Polsce. W naszym kraju opieka ginekologiczna nastawiona jest na wyszukiwanie problemów. Lekarz koncentruje się na tym, co może pójść nie tak. Może to wynika z konstrukcji systemu finansowania opieki zdrowotnej. U nas opłaca się skierować ciężarną na obserwacje do szpitala. Tymczasem w innych częściach świata powszechne jest przekonanie, że najkorzystniejszym dla pacjenta otoczeniem jest dom i wsparcie rodziny.

 

Rozmowy Wydział Historyczny