Noc pod znakiem czarnego kota…

Fotografia w nagłówku
prof Przemysław Wojtaszek
prof Przemysław Wojtaszek

 

Z prof. Przemysławem Wojtaszkiem, dziekanem Wydziału Biologii UAM i pomysłodawcą Nocy Biologów, oraz prof. Joanną Ziomek, koordynatorem wydziałowym projektu, rozmawia Magda Ziółek.

Pamięta Pan pierwszą Noc Biologów?

Sam dzień akcji pamiętam jak przez mgłę. Wtedy tyle się działo, a w nas buzowały tak duże emocje, że chyba wyparłem to wszystko z pamięci. Natomiast mogę opowiedzieć o kulisach powstania wydarzenia. Z gotowym pomysłem pojechałem w październiku 2011 r. na Konferencję Dziekanów Wydziałów Przyrodniczych Uniwersytetów Polskich do Olsztyna. Mój poprzednik, dziekan Jackowiak wspomina, że kiedy opowiadałem o tym projekcie, wielu naszych kolegów było sceptycznych. Powiem dosadnie – patrzyli na mnie jak na wariata. Pewnie trochę przesadzam, bo ostatecznie udało mi się ich przekonać, ale bez tego wsparcia Noc Biologów byłaby wydarzeniem o charakterze lokalnym. To był pierwszy nasz sukces.

Zobacz: Nagroda dra Marcina Antczaka dla naukowca UAM

W pierwszej edycji udział wzięło 30 ośrodków – to niezły wynik.  

To była ciężka praca i w bardzo krótkim czasie. Organizowanie wszystkiego od podstaw i na taką skalę – bo przecież w pierwszej edycji wzięły udział ośrodki z całej Polski. Musieliśmy przekonać do tego pomysłu dziekanów, ale też stworzyć struktury, wyznaczyć koordynatorów. Pierwsza edycja odbyła się w styczniu 2012 r., 13. w piątek. Tak nam wyszło z kalendarza, bo założyliśmy, że festiwal musi odbywać się przed feriami. Potem okazało się, że problem jest z Białymstokiem, gdzie tego dnia właśnie wypadała prawosławna Wigilia. Jednak mimo takich okoliczności nawet tam dopisała frekwencja.

Pomysł nie jest nowy, już sama nazwa nasuwa skojarzenia z Nocą Naukowców czy Nocą Muzeów?

Tak, z tą tylko różnicą, że Noc Naukowców prezentuje wszystkie dziedziny nauki, natomiast nasz festiwal jest imprezą, nazwijmy to, „branżową”. Chcieliśmy jednego dnia w roku skupić uwagę całej Polski na biologii jako dziedzinie nauki. Nieprzypadkowo też wybraliśmy początek roku. Styczeń to miesiąc, w którym nie ma wielu imprez kulturalnych czy naukowych. To sprawia, że nasza impreza ma bardzo dobrą oprawę medialną. A z drugiej strony zima, i to co potocznie się o niej myśli, stanowi kontrast do tego, o czym my opowiadamy na warsztatach. Bo przecież życie nie zamiera pod śniegiem. Chociaż z tym śniegiem ciągle jest problem. Od 7 lat przygotowujemy się do warsztatów o tropach na śniegu, i jeszcze nie udało nam się ich przeprowadzić. W tym roku chyba będzie podobnie. Kolegom w Olsztynie udało się w pierwszej edycji. A my czekamy.

To podobnie jak z kotem, odwiedzam festiwal prawie co roku i nigdy go nie widziałam?

Tak jak mówiłem pierwszy festiwal odbył się 13. w piątek. Nawet jeśli ktoś nie jest przesądny, trudno pozbyć się pewnych skojarzeń. Musiał być czarny kot! Pewnie pani zauważyła, że na plakatach, które towarzyszą nam od pierwszej edycji, kot jest w towarzystwie nietoperza i sowy. Pomysłodawcą kota był ówczesny prodziekan, prof. Błoszyk, a projekt wymyślił dla nas jeden z naszych doktorantów.

Minęło 7 lat – to w sumie też cyfra magiczna. Co się wydarzyło w ciągu tego czasu?

W tej chwili Wydział Biologii UAM, jako główny organizator Nocy, jest nieprzerwanie koordynatorem krajowym akcji, nadzoruje stronę internetową, przygotowuje gadżety, wyznacza tematy przewodnie. Listę naszych współorganizatorów poszerzyliśmy o instytuty PAN i Ogrody Botaniczne. Świadomie jednak unikamy włączenia do festiwalu uniwersytetów przyrodniczych. Chcemy, aby wydarzenie pozostało zorientowane tylko na nauki biologiczne. To co się nam nie udało, chociaż nie wiem, czy to odpowiedni moment, aby o tym mówić, to pozyskanie sponsorów, którzy pozwoliliby nam przygotować festiwal w całym kraju z większym rozmachem. Nie mamy takich możliwości ze względów proceduralnych. Tym bardziej warto podkreślić wysiłek wydziału i jego wkład finansowy i ludzki, bo przecież nasi studenci, doktoranci czy w końcu pracownicy pracują przy festiwalu dla samej radości dzielenia się z innymi swoją wiedzą i umiejętnościami. My jako wydział staramy się ich wspierać, organizujemy dla nich catering na ten dzień itd.

Wydział Biologii uczestniczy w 4 takich wydarzeniach w ciągu roku. Czy to nie jest zbyt duży wysiłek organizacyjny? Czy to się opłaca?

To jest niemierzalne. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy działania promocyjne odnoszą zamierzony skutek czy np. przekładają się na liczbę kandydatów na studia. Jakąś formą „zwrotu” jest do 10 000 osób, które nas odwiedzają tego dnia. Dzieci, które wiernie przyjeżdżają do nas z Wałcza, Gorzowa, Konina, Leszna, Ostrowa itd. Pyta pani, czy to ma sens. W naukach przyrodniczych, gdzie istotny jest eksperyment, na pewno. Wizyta na uczelni to jest ten typ doświadczenia, którego nie da Internet, czy multimedia. Te dzieci przyjeżdżają tutaj, aby zobaczyć jak działa mikroskop, bo nie mają go w szkole, uczestniczyć w eksperymencie, dotknąć czegoś, czego nie mają na co dzień. Zainteresowanie jest przeogromne. Rejestracja na akcję przypomina trochę sprzedaż biletów na długo zapowiadany koncert. Godzina i nie ma wolnych miejsc. Wiem, że w niektórych szkołach w dniu, w którym otwieramy zapisy, sadza się nauczycieli przed komputerem, i komu pierwszemu uda się zalogować do systemu, ten zamawia miejsca. Potem mamy z tym problem, bo okazuje się, że jedna szkoła czy klasa jest zapisana kilkukrotnie na te same zajęcia.

Nie brakuje Wam pomysłów?

To jest akcja, w której 70-80% prowadzących to studenci i doktoranci, a ponieważ oni się zmieniają, z pomysłami nie ma problemu. Wszystkie one koncentrują się wokół Życia. Co roku próbujemy też wymyślić jakieś hasło przewodnie. Mamy warsztaty, które prowadzimy od lat to np. CSI Kryminalne Zagadki I II III, inne odmładzamy, próbujemy przedstawić w inny sposób.

Bo marką samą w sobie są tytuły warsztatów…

To też pokłosie pierwszej edycji. Wtedy zaczęliśmy wymyślać zwariowane tytuły, np. „Czy wiesz z kim śpisz?”. Oczywiście CSI, ale też „Tajemnice Seryjnych Morderców”, „DNA od kuchni”, „Śladami Indiana Jonesa”. Już ubolewamy, że mamy wakat na miejsce wiedźmy i alchemika, którzy towarzyszyli nam od lat – niestety, właśnie skończyli studia. Za to w tym roku pojawi się „Sherlock Holmes na tropie wampiryzmu”, mamy więc nadzieję, że trochę zrekompensuje nieobecność wiedźmy.

Co nowego w tym roku? - pytam prof. Joannę Ziomek

Hasłem przewodnik tegorocznej edycji jest „Woda źródłem życia”. W programie mamy wiele tematów poświęconych wodzie. „ Życie w kropli wody”, „Władcy wód”, „Wodne eksperymenty” czy "Jak nie lać wody na maturze". Będą też oczywiście klasyki, o których mówiliśmy wcześniej. Szczególnie w tym roku zapraszamy na imprezę osoby, które dbają o własny wygląd. Przygotowaliśmy dla nich zajęcia pokazujące, jak wykorzystać glony w kosmetyce. Będzie można, wyprodukować samodzielnie krem, a potem ocenić efekty. Na prawdziwe wydarzenie tej edycji zapowiada się koncert piosenki przyrodniczej „Tam, gdzie woda i las”. Będą prezentowane przede wszystkim piosenki Krzysztofa Klenczona, ale nie tylko. Jeśli pomysł się przyjmie, w przyszłym roku zaprosimy szkoły do udziału w koncercie.

Rozmowy Wydział Biologii