Nie wierzę, że naukę można uprawiać samotnie

Fotografia w nagłówku
Stanisław Godlewski
Stanisław Godlewski

Ze Stanisławem Godlewskim z Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM, laureatem Diamentowego Grantu, rozmawia Magda Ziółek.

 

Możemy porozmawiać o pana zainteresowaniach naukowych?

Interesuję się teatrem współczesnym, a projekt, który będę realizował w ramach Diamentowego Grantu, będzie dotyczył współczesnej polskiej krytyki teatralnej. To bardzo ciekawy obszar wiedzy o teatrze, który nie został jeszcze dokładnie przebadany. A interesuje mnie on także dlatego, że sam pracuję jako recenzent.

Przypomnijmy tytuł tego projektu: „Historia, teoria, strategie i efekty współczesnej polskiej krytyki teatralnej”.

Projekt będzie próbą uszeregowania i analizy zjawisk, które w polskiej krytyce teatralnej nastąpiły po 1989 roku, przy czym część kwestii, którymi chciałbym się zająć, ma swoje źródła znacznie wcześniej, w dwudziestoleciu międzywojennym, czy w okresie po drugiej wojnie światowej. Chciałbym prześledzić, jak kształtowały się spory krytyków z twórcami, jak sami krytycy mówili o swojej roli, jakie były zależności między nimi a społeczeństwem czy polityką. Ważną cezurą czasową będzie dla mnie rok 1997 i reakcje na przemiany, które w tym okresie zaszły w teatrze. Maciej Nowak, dyrektor poznańskiego Teatru Polskiego, nazywa ten okres przewrotem styczniowym. Wówczas, razem z nowymi tematami, pojawiła się nowa, często szokująca dla niektórych widzów, estetyka teatralna. Szeroko o  niej dyskutowano, w konsekwencji teatr coraz częściej zaczął pojawiać się w dyskursie publicznym i społecznym.

Zobacz też: Nasze diamenty. Marcin Mielewczyk

Szokująca, czyli jaka?

W latach 90. ubiegłego wieku na deskach teatru zaistniało ciało. Często nagie, nie -piękne, ukazane nie w sposób symboliczny, ale materialny. Pojawiły się też tematy, które wcześniej były nieobecne na scenie. Z dużą intensywnością zaczęto mówić o homoseksualizmie, wykluczeniu ekonomicznym, o nienormatywnych związkach, o kosztach transformacji itd. Wywołało to reakcje wśród publiczności, ale także wśród krytyki. Chciałbym dowiedzieć się, jak przebiegały te spory, zarówno w kręgu samych krytyków, jak i krytyków z artystami. Często było też tak, że zawierano sojusze, zdarzali się krytycy, którzy pisywali własne sztuki, albo współpracowali na stałe z jakimś reżyserem, nie zajmując się już działalnością krytyczną…

Mówiąc o krytykach myśli pan o kimś konkretnym?

No właśnie, to też ciekawe zagadnienie. Przełom tysiącleci to moment, kiedy pojawia się Internet i związane z nim zjawisko demokratyzacji mediów i sposobu pisania. Tak więc z jednej strony mamy establishment krytyczny wypowiadający się głównie na łamach prasy ogólnopolskiej czy branżowej, ale też pojawiają się blogerzy, portale internetowe - i chcą niezależnie komentować życie teatralne w Polsce.

Wspominał pan, że pisze recenzje teatralne. Jaki teatr pana najbardziej interesuje?

Nie mam określonych wzorców, modeli czy upodobań. Lubię, kiedy przedstawienie jest przemyślane, a reżyser i zespół mają jakąś wizję i cel, wiedzą, co chcą powiedzieć. I nie będę pewnie oryginalny, kiedy powiem, że nie lubię głupoty i łatwych rozwiązań, gotowych sztuczek. Z tego też powodu nie przepadam za farsami czy komediami, chociaż widziałem takie, których oglądanie sprawiało mi dużą przyjemność.

W Poznaniu nie mamy zbyt wielu wydarzeń teatralnych. Czy dzieje się tutaj coś, co pana, jako krytyka, zainteresowało?

Bardzo ciekawie układa się dialog między Teatrem Polskim i Teatrem Nowym. Nie wiem, czy jest on zamierzony czy nie. Niemniej jednak dyrektorzy tych teatrów układali tak kolejne premiery, że wchodziły one ze sobą w dialog. Pojawiły się np. dwie bardzo ciekawe premiery, jedna to „Myśli nowoczesnego Polaka. Roman Dmowski” w reżyserii Grzegorza Laszuka  w Teatrze Polskim, a druga to „Mosdorf. Rekonstrukcja” w reżyserii Beniamina M. Bukowskiego w Teatrze Nowym. Obie sztuki biorą na warsztat niełatwe biografie polskich nacjonalistów, ale przedstawiają je w sposób bardzo różny, zarówno estetycznie, jak i myślowo. Laszuk przedstawia Dmowskiego jednoznacznie negatywnie, nie ma wątpliwości, że to co robił, było złe. Bukowski natomiast próbuje w Mosdorfie tę postawę i biografię przedstawić wieloznacznie, pokazując, że nie wolno tak łatwo oceniać, że ludzie nie są jednowymiarowi...

Mówi się, że Diamentowe Granty otwierają drogę do kariery, co chciałby pan zobaczyć za tymi drzwiami?

Przede wszystkim dalszy ciąg tej kariery! A to nie jest takie oczywiste. Współczesny system finansowania badań naukowych wygląda tak, że jeśli się człowiek nie załapie na etat na uczelni, to żyje od projektu do projektu, co ma swoje zalety, ale brakuje mu stabilizacji finansowej (o świadczeniach nie wspominając). Na dłuższą metę to bardzo uciążliwe. Stabilizacja w moim przypadku byłaby optymalna czyli możliwość dalszej pracy naukowej. W tej chwili jestem na V roku i piszę doktorat pod wspaniałą, najlepszą opieką prof. Ewy Guderian-Czaplińskiej,  która ma nie tylko rozległą wiedzę, ale również wspaniale motywuje do pracy i bardzo, bardzo wiele jej zawdzięczam. W ogóle zresztą nie wierzę w to, że naukę tworzy się samotnie – samodzielnie się pisze, ale na proces myślowy wpływają rozmowy, dyskusje, konsultacje, przeczytane książki, obejrzane spektakle i filmy – to w gruncie rzeczy wspólny efekt bardzo wielu czynników.

A marzenia i plany naukowe?

Jest kilka tematów, którymi chciałbym intensywnie się zająć. Jednym z nich jest taniec, choreografia współczesna. Ostatnio coraz częściej recenzuję performance i spektakle taneczne, zaczynam też czytać więcej na ten temat. A marzenia…  Byłoby dobrze, gdyby obecna władza z taką łatwością nie zdejmowała dyrektorów teatrów. Przeraża mnie to, co dzieje się teraz w teatrze we Wrocławiu czy Krakowie, w Bydgoszczy, okropna jest cenzura ekonomiczna wobec festiwali (np. wrocławskiego „Dialogu”). W momencie, gdy zniknie z Polski ciekawy, innowacyjny, krytyczny i zmuszający do myślenia teatr to nie będzie mi się już chciało tym wszystkim zajmować.

A myślałam, że pan powie, że chciałby zostać dyrektorem teatru.

Nie, nie, nie. To jest bardzo odpowiedzialna i.… przerażająca funkcja. Jeśli ktoś nie wierzy, polecam serial „Artyści” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego opowiadający o przygodach nowo wybranego dyrektora. Mimo, że serial w zamierzeniach był pewną karykaturą, to jednak trudno odmówić mu elementów realistycznych …

Rozmowy Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej