Nie przyszłam z podwórka

Fotografia w nagłówku
Jolanta Lenartowicz
Jolanta Lenartowicz

 

Z dr Jolantą Lenartowicz – Skrzypczak, ustępującą redaktor naczelną Życia Uniwersyteckiego rozmawia Magda Ziółek

Odchodzi pani od nas po 12 latach pracy. Czy pamięta pani dzień, w którym rozpoczęła pracę w Życiu Uniwersyteckim?

Oczywiście. To był dzień po śmierci Jana Pawła II. Wszyscy w żałobie a mnie niespodziewanie na rozmowę poprosił rektor prof. Stanisław Lorenc – i zaproponował mi stanowisko redaktora naczelnego „Życia Uniwersyteckiego”. Przyznam, że zaskoczył mnie tą propozycją i nie od razu zgodziłam się. Chociaż na Uniwersytet „nie przyszłam z podwórka”. Już wówczas miałam tutaj swoich przyjaciół, swoje kontakty. Pracując w Głosie Wielkopolskim zajmowałam się nauką i często kontaktowałam z profesorami i innymi pracownikami z UAM. Trudno powiedzieć, że znałam to środowisko, co najwyżej orientowałam się, ale to pomagało. Pamiętam, że na pierwszych obradach Senatu UAM, podczas których mnie przedstawiano prosiłam o pomoc. Powiedziałam, że jestem otwarta na wszelkie uwagi, sugestie i podpowiedzi. Zaproponowałam aby zgłaszano mi nowe tematy, uwagi do publikacji. I to się sprawdziło. Znalazłam wiele życzliwych osób, które pomogły mi odnaleźć się w nowej sytuacji.

Wspomniała Pani, że nie od razu zgodziła się przyjąć to stanowisko, dlaczego?

Poprosiłam o dzień do namysłu. Wówczas jeszcze pracowałam w Głosie Wielkopolskim i nie wiedziałam czy uda mi się połączyć te dwie pasje: zdrowie i nauka. Jeszcze przez jakiś czas pracowałam na dwa etaty. Potem wybrałam „Życie”. Ta zmiana miała dla mnie też symboliczne znaczenie. Przejęłam zespół po pierwszej redaktor naczelnej ŻU Ewie Staniewicz. Później poszerzyłam go o dalsze grono stałych współpracowników, z większością z nich współpracujemy do dzisiaj.

Zobacz: Nowe Życie Uniwersyteckie dostępne od dzisiaj

Miesięcznik przejęła Pani w biegu jednak to Pani „Życie Uniwersyteckie” zawdzięcza swój obecny kształt.

Chciałam wnieść nowe życie w Życie Uniwersyteckie, dać coś od siebie. Stworzyliśmy sobie nawet z zespołem takie hasło: więcej życia w Życiu Uniwersyteckim. Najpierw zmieniłam szatę graficzną potem przyszedł czas na zawartość. Wcześniej było to pismo dość eklektyczne. Ja chciałam stworzyć magazyn, pismo otwarte i ciekawe, takie do poczytania. Staraliśmy się pokazywać różne dziedziny wiedzy, odwiedzaliśmy pracowników, laboratoria. Założyłam, że będziemy pisać prostym językiem zrozumiałym dla wszystkich pracowników. Tak aby profesor z jednego wydziału rozumiał to co mówi jego kolega z innej specjalności. Krótkie, opatrzone atrakcyjnym materiałem graficznym teksty. Mieliśmy sobie – jako społeczność akademicka wzajemnie objaśniać świat. Nikt nikogo nie pouczał, a jedynie tłumaczył to na czym znał się najlepiej. Pracując w Głosie stworzyłam sobie takiego potencjalnego odbiorcę moich tekstów, to była ciotka w średnim wieku mieszkająca na Wildzie. Dla potrzeb ŻU był to natomiast ktoś otwarty interesujący się tym, co dzieje się na Uniwersytecie, zaangażowany w jego życie .

Całe życie poświęciła Pani dziennikarstwu…

Tak przeżyłam też bardzo wiele zmian. Nazywam je „technologicznymi”. Najpierw pojawiły się komputery potem nastała era Internetu wszystko to zwiększyło dostęp do informacji, a tym samym usprawniło sposób pisania. Teraz zachwycamy się możliwościami, które dają elektroniczne czasopisma i media społecznościowe. Wydaję mi się, że w całym tym zgiełku, gdzieś gubi się duch dziennikarstwa, ogranicza kontakt z drugim człowiekiem. Brakuje oddechu, aby informację przyswoić, przemyśleć. Pracując ze studentami zdarzało mi się, że odbierałam teksty pisane metodą kopiuj/wklej. Takie publikacje mnie nie interesują, ja poprzez tekst chciałbym poznać perspektywę, z której pisał go autor.

A wracając do pytania uważam, że przez te wszystkie lata wykonywałam fantastyczny zawód. Dziennikarstwo dostarcza niezliczonych inspiracji i zachwytów. Człowiek nie wie rano czego dowie się do wieczora, kogo spotka, pozna może nawet polubi. Zawsze robiłam sobie takie podsumowania wieczorem,  czy czegoś się dowiedziałam. Jeśli dochodziłam do wniosku, że tak, to uważałam że był to udany dzień. I tego chciałabym życzyć moim młodszym koleżankom i kolegom.

Rozmowy Ogólnouniwersyteckie