45 lat filmoznawstwa i 70 urodziny profesora

Fotografia w nagłówku
prof. Marek Hendrykowski
prof. Marek Hendrykowski

Z  prof. Markiem Hendrykowskim filmoznawcą, profesorem zwyczajnym w Instytucie Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych UAM rozmawia Krzysztof Smura

 

 

45 lat filmoznawstwa to piękny wiek. Najlepszy, bo wiek średni. Jakie są perspektywy przed Instytutem?

 

Od lat rozwijamy się wielokierunkowo. Znani jesteśmy przede wszystkim ze studiów i prac dotyczących historii i współczesności polskiego kina. Mówi się niekiedy o poznańskiej szkole filmoznawczej, mając na uwadze zarówno jej dokonania indywidualne, jak i zespołowe osiągnięcia naszego środowiska. Pyta Pan o perspektywy. Humanistyka ma przyszłość. Jesteśmy jej częścią. W praktyce każdy rok otwiera coś nowego, rodzą się nowe inicjatywy i ambitne projekty. Ważne, żeby się nie zasklepiać, nie ulegać chwilowym modom i konsekwentnie podążać własną drogą. W twórczości naukowej liczą się na równi: intuicja (bez niej ani rusz) i wytrwałość w dążeniu do celu.

 

Zobacz też: Dziewczyna od Vincenta

Filmoznawstwo na UAM zaczęło się od wykładów, artykułów i książek. Potem był Zakład Teatru i Filmu, Zakład i Katedra Filmu i telewizji aż wreszcie w 2017 roku Instytut Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych. To już 45 lat… Czuje się Pan spełniony?

 

Cieszy mnie wszystko, co zdołaliśmy wspólnie osiągnąć. Skalę pokazuje jubileuszowa wystawa filmoznawstwa zaprezentowana w Bibliotece Uniwersyteckiej. Ale o spełnieniu nie ma mowy. Z zasady pracuję równocześnie nad kilkoma rzeczami. Tak było zawsze. Jedno zadanie badawcze pociąga za sobą drugie. Nie wolno przy tym tracić z pola widzenia całości. To ona nadaje sens naszym staraniom w kolejnych pracach i studiach prowadzonych miesiącami i latami.

 

Kultury filmowe i filmoznawstwo intermedialne to dziś dwie specjalizacje w ramach studiów II stopnia. Dlaczego akurat te dwie dziedziny?

 

To hasła wywoławcze – semiofory nowocześnie uprawianej dydaktyki akademickiej w naszej – ciągle poszerzającej się - dziedzinie. Mamy to zapisane w samej nazwie kierunku: filmoznawstwo i kultura medialna. Nie wolno sprowadzać mediów do postępów technologii. Media jako ważny element życia społecznego wymagają czegoś więcej: kultury, innymi słowy nieustannej uprawy. Bez tego nieuchronnie dziczeją. Kulturotwórcza rola mediów stanowi podstawowe zadanie edukacji na wszystkich jej poziomach: od szkoły podstawowej do wyższej uczelni. Edukacja medialna to społeczna konieczność. Ta ważna świadomość towarzyszy nam w procesie kształcenia naszych studentów. Będą oni przecież w nieodległej przyszłości (a niekiedy już są) pracownikami mediów. Wiem o tym, bo wszędzie spotykam naszych absolwentów. Noblesse oblige.

 

Panie Profesorze w latach 80. byłem jednym z tych w których obudził Pan pasję do kina. DKF na Wydziale Nauk Społecznych przyciągał tłumy. Potem w Pałacowym byliśmy świadkami cyklu w ramach Kina Klasyki Filmowej. Chcemy jeszcze.

 

Dziękuję za miłe słowa z Pana strony. Ja też wspominam klimat tamtych cotygodniowych seansów z sentymentem. DKF-y studenckie miały to do siebie, że łączyły kinomanów, tętniły życiem, także towarzyskim, ich funkcjonowanie i niestrudzone wysiłki organizatorów było niezmiernie ważne dla rozwoju kultury filmowej.

 

Pięknie sportretował Pana Krzysztof Mętrak ,,…uczony, porządny, poznański, ułożony i ma same ludzkie zalety’’ Co Pan na to?

 

Wybitny krytyk Krzysztof Mętrak nie zwykł prawić komplementów. Pyta Pan, co ja na to. Czuję się doceniony. Poznańskość czy szerzej wielkopolskość jest dla mnie doniosłą wielopokoleniową wartością, niezmiernie cenną nie tylko dla nas samych, także dla życia duchowego kraju.  Pracowitość, efektywność, skuteczność, poczucie osobistej odpowiedzialności, rzeczowość, wytrwałość, punktualność, zdolność do zespołowego działania, praktyczne podejście do wszystkiego (słynna poznańska zaradność i jeszcze słynniejsza akuratność), słowność, rzetelność – tego nikt nie będzie nas uczył.

 

Panie Profesorze. Razem z żoną od lat poszukują Państwo zaginionych polskich dzieł. Czy jest jeszcze szansa na odnalezienie kręconej na Ławicy, Gwiaździstej eskadry?

 

Dotknął Pan bliskiego nam obojgu tematu. Kwerenda w archiwach filmowych to nasza wielka życiowa pasja. Od dawna oboje z Żoną, profesor Małgorzatą Hendrykowską szukamy po całym świecie zaginionych polskich filmów. Szukamy ich wytrwale i zdarza się, że natrafiamy na obiekty bezcennej wartości. Przez lata żmudnych poszukiwań znaleźliśmy setki unikatowych taśm. W tym także zdjęć filmowych Poznania, przechowywanych w zbiorach Centrum Dokumentacji Audiowizualnej UAM na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej. Można je dzisiaj zobaczyć w stałej ekspozycji muzeum na Ostrowie Tumskim. Co rusz, coś się znajduje: przed laty w Bois d”Arcy pod Paryżem odkryliśmy „Odrodzoną Polskę”, której premiera odbyła się w roku 1924 w Auli Uniwersyteckiej, oraz najstarszy zachowany polski film „Pruską kulturę”, a w słynnym amerykańskim Archiwum Kodaka w Rochester nad jeziorem Ontario – najstarszą ekranizację „Pana Twardowskiego”, nakręconą ponad sto lat temu przez Władysława Starewicza. Oczywiście, na naszej liście tytułów poszukiwanych, oprócz wielu innych pozycji, figuruje również „Gwiaździsta eskadra”, więc może pewnego dnia…

 

Nie tylko Pan uczy, jest pisarzem, założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym ,,Images’’, ale tworzy też scenariusze? Ba. W 2012 roku razem z profesorami Krzysztofem Kozłowskim i Mikołajem Jazdonem nakręciliście film o ocalonej z Holocaustu Felicji Bryn. Skąd na to wszystko czas?

 

Pół żartem, pół serio odpowiem, że urodziłem się w niedzielę. ,,Urodzony w niedzielę’’.  Całe życie temu zaprzeczam. Staram się nie trwonić i nie marnować czasu. Z biegiem lat odkryłem, że w swym wymiarze nieastronomicznym jest on zjawiskiem względnym i subiektywnym. Okazuje się, że doba ma znacznie więcej niż 24 godziny. Podobnie z zagadkową pojemnością tygodni, miesięcy i lat. To kwestia gospodarowania zasobami czasowymi, które mamy do dyspozycji.

 

Niewątpliwie rzadko się zdarzają małżeństwa dzielące pasje naukowe. Zapewne rola Pana żony, filmoznawczyni profesor Małgorzaty Hendrykowskiej jest nieoceniona. Kto jest spiritus movens tego związku?

 

Oboje. Nad pewnymi rzeczami pracujemy wspólnie, nad innymi osobno. Żona jest światowej klasy historykiem wczesnego kina, znawczynią tej arcytrudnej problematyki, która stawia badaczom najwyższe wymagania. Wielokrotnie publikowała w zagranicznych tomach zbiorowych i najbardziej prestiżowych periodykach na świecie. W zakresie refleksji nad dziejami filmu polskiego ma na swym koncie pomnikowe opracowania: ,,Kronikę kinematografii polskiej” i „Historię polskiego filmu dokumentalnego”.

 

Czego tak naprawdę uczy nas film? Jaka jest jego specyfika wśród innych dziedzin sztuki?

 

Ciekawe pytanie. Mnie osobiście, kino nauczyło patrzeć na kulturę jako fenomen jednocześnie duchowy i materialny. Film to nie są ulotne fantomy. W wytworach sztuki filmowej duch musi zjednoczyć się z materią. Kino uczy realizmu. Liczy się umiejętność wykorzystywania i pokonywania przez twórcę rozmaitych ograniczeń materii. Dlatego w badaniach naszego zespołu poświęcamy wiele uwagi zagadnieniom teorii praktyki filmowej. I druga sprawa. Dzieło filmowe nie powstaje w zaciszu niczyjego gabinetu, jest rezultatem pracy zespołowej. A to każe postawić szereg pytań o efektywność podejmowanego wspólnie twórczego działania. I tu, podobnie jak w grach zespołowych, mamy do czynienia z osobliwym fenomenem. Liczy się nie arytmetyczna suma talentów, lecz synergia uzdolnień. To dzięki niej powstaje coś niezwykłego i porywającego widza.

 

Panie profesorze. Na koniec jeszcze jedno pytanie. Jak zmieniło się filmoznawstwo?

 

Dysponuję miarodajną perspektywą półwiecza. To całkiem sporo i można na tej podstawie powiedzieć coś konkretnego o kierunku zaszłych przemian. W latach sześćdziesiątych XX wieku było nazywane uczenie z francuskiego „filmologią”. Cechowała je na siłę unaukowiana wyniosłość i nieskrywana niechęć wobec przyziemnych zagadnień praktyki. Śmiesznie było obserwować wzajemne fochy i „anse” twórców i akademików. Strojenie min, zadzieranie nosa. Reżyserzy i „filmolodzy” trzymali się niegdyś od siebie z daleka. Moje pokolenie całkowicie zmieniło to nastawienie. Poznawaliśmy się nawzajem, zawieraliśmy sojusze i długoletnie przyjaźnie z filmowcami. Z biegiem lat weszliśmy w środowisko filmowe. Dzięki temu jesteśmy dzisiaj jego częścią, obracamy się w nim, uczestniczymy w jego życiu, w różnych bataliach, dyskusjach i projektach artystycznych, oni znają nas, my ich. Filmoznawstwo ogromnie na tym zyskało. My i nasi uczniowie oraz uczniowie naszych uczniów doskonale rozumiemy, że kino i sztuka filmowa stanowią specyficzną formę komunikowania, i że szeroko pojęta praktyka społeczna z tym związana jest istotą naszej refleksji.

Rozmowy Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej