Profesor Brzezińska: Kapelusz skraca dystans

Fotografia w nagłówku
prof. Anna Brzezińska ze studentkami
prof. Anna Brzezińska ze studentkami

- Proszę, by dzieci i nauczyciele również mieli kapelusze. Jak w szkole dzieje się dobrze to wszyscy je mają, nawet rodzice i dziadkowie. Gdy dyrektorki czy nauczyciele się krępują, mówię – „proszę to włożyć, a zobaczą państwo zachwycone oczy dzieci”.

By przełamać lody prof. Brzezińska z Zakładu Psychologii Socjalizacji i Wspomagania Rozwoju Instytutu Psychologii UAM wymyśliła kapelusze. Na pierwszych spotkaniach bardzo onieśmielała  rodziców i dziadków uczniów. Trzeba było coś zrobić, żeby móc swobodnie porozmawiać o wszystkim - również o problemach. O tym, że komputery i smartfony odgradzają ludzi od siebie, ale zmieniają świat na lepsze, że trudno jest dorastać w takich czasach, jak dzisiejsze i dlatego dzieci potrzebują dużo wyrozumiałości, ale i wyraźnych  granic. Przebrania dodają odwagi nieśmiałym dzieciom i uspokajają te rozbrykane, przełamują lody w kontaktach z dorosłymi. Taki drobiazg dużo zmienia – ułatwia prowadzenie zajęć. Uczniowie przychodzą w kowbojskich kapeluszach z lumpeksu, kapeluszach babć albo pożyczonych od zespołu ludowego – co tylko im podpowie wyobraźnia.

 

Zobacz: Aktywny Mały Uniwersytet Latający

 

Start o 4 rano

 

Dla studentów wyjazdy z AMUL-em to często pierwszy raz, kiedy pracują z grupą, czasem kilkuosobową, czasem z prawie 30 uczniami. Szybko podbijają serca i przedszkolaków i zamkniętych w sobie nastolatków – pokazują ciekawostki, robią eksperymenty, uczą szyfrowania, technik zapamiętywania, mówią o roli motywacji, rozwoju zainteresowań, tolerancji, trudnych emocjach. Nie ma sztywnej oferty, AMUL cały czas się zmienia i dostosowuje do potrzeb zapraszających placówek.

- Nie wchodzimy w program szkolny, chcemy pokazać nauczycielom, jak inaczej można uczyć,  jak wykorzystać te (aż!) 45 minut każdej lekcji.

Przez pięć lat blisko 900 studentów przeprowadziło warsztaty dla ponad 18 tysięcy dzieci i młodzieży w szkołach, głównie z Wielkopolski. 123 wyjazdy i 16 tysięcy pokonanych kilometrów. Wstają czasami o 4.00, by zdążyć na pierwszą lekcję do szkół, do których nie dojeżdża pociąg albo jedzie ponad 2 godziny. I jeszcze trzeba złapać autobus szkolny albo czekać na podwózkę przez nauczycieli czy rodziców. Młodzi uczą się samodzielności – tworzą scenariusze, prowadzą zajęcia, organizują wyjazdy, przygotowują dary dla szkół, a nawet piorą i prasują koszulki z logo UAM. Profesor z dumą pokazuje równiutko złożone stosy w szafie. – Na początku wydawało mi się, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, jak ja się tym zajmę – i było, ale jakim kosztem! Ciągle coś załatwiałam - jak nadopiekuńcza mama. Powiedziałam koniec! Okazało się, że studentki i studenci świetnie dają sobie radę, nawet z kupnem biletów, gdy mamy przesiadki, jak np. do Trzcianki przez Krzyż albo do Grudziądza przez Laskowice.

 

Wieża z makaronu uczy współpracy

 

Projekt opiera się na bliskich relacjach, których osią są magistranci prof. Brzezińskiej. Wciągają do współpracy młodszych kolegów z psychologii, czasem również z innych kierunków – matematyki, biologii, chemii, historii, etnologii, filologii słowiańskiej. Gdy na jeden z wyjazdów organizatorki ogłosiły nabór na Facebooku w krótkim czasie nie było wolnych miejsc. Popularność AMUL-a o czymś świadczy - to zarówno przygoda, jak i okazja do zdobycia nowych umiejętności, zarówno społecznych, jak i naukowych. W tym roku studenci przeprowadzili badania kompetencji emocjonalnych i społecznych wśród 531 sześciolatków i uczniów klas 1-4, które zakończą się wydaniem publikacji naukowej. Okazuje się, że najlepiej wypadły dzieci ze wsi i małych miast, gdzie ludzie są bliżej siebie, a szkoły to niewielkie społeczności. Wyniki potwierdzają obserwacje z zajęć - w mniejszych szkołach dzieci spontanicznie sprzątają po eksperymentach, w miastach od razu uciekają na przerwę – trzeba je uczyć współpracy. A jak się to robi? – pomysłem. Nikt sam nie zbuduje wieży z makaronu, kawałka sznurka i taśmy klejącej. Ktoś zaczyna, a po chwili wszystkie ręce są na pokładzie.

 

Gesty łączą ludzi

 

Odwiedziny studentów integrują lokalną społeczność. Szkoły wraz z rodzicami uczniów zapewniają poczęstunek i nocleg, jeśli miejscowość leży daleko i trzeba nocować daleko od Poznania, np. w Topczewie na Podlasiu, w Garczegorzu koło Lęborka, w Złotoryi czy Sztutowie. Każdy przyniesie coś z domu, czasem pomoże miejscowy piekarz lub rzeźnik. Kwiaciarka podaruje kwiaty na zajęcia o ekologii, rodzice przyniosą ocet, olej czy sodę  potrzebne do chemicznych eksperymentów. Większość materiałów studenci przywożą ze sobą, jednak takie gesty łączą ludzi, a przyszli psychologowie przy okazji uczą się, jak nawiązywać relacje z innymi. Gdy AMUL jedzie do szkół w wioskach, skąd pochodzą studenci to dopiero jest święto - wesoło, dużo śmiechu, nauczyciele pękają z dumy.

AMUL nie osiada na laurach. Plan na przyszły rok jest ambitny. Studenci 4 i 5. roku będą prezentować w szkołach wyniki badań i wyjdą z propozycją warsztatów dla rodziców. Ukaże się monografia z wynikami badań. Dzięki udziałowi w projekcie Mały Kolberg pojawią się wielkopolskie piosenki  i zabawy, co zachęci do integrowania najmłodszego i najstarszego pokolenia. Ważną rolę odegra też matematyka sprawiająca kłopot wielu dzieciom – wpleciona w warsztaty będzie łatwiejsza do przyswojenia.

 

Nauka Wydział Nauk Społecznych