Pyszne anegdoty i gorzka historia

Fotografia w nagłówku
 „Okiem Stańczyka”
„Okiem Stańczyka”

Bismarck miał słabość do Polaków? I wojnę światową wywołał właściwie Polak, Leon Biliński? Mieszko I ochrzcił się u Niemców? Prof. Waldemar Łazuga w swojej najnowszej książce „Okiem Stańczyka” stara się rozbroić różne mity. Może nie całkiem serio, ale dzięki temu zabiegowi pozwala zobaczyć historię  w większej palecie barw niż czarna i biała.

Książka jest zbiorem felietonów prasowych pisanych od wielu lat. Na jej promocję w Bibliotece Raczyńskich( 10.07) mimo urlopowego sezonu przybyło wiele osób, bo jak mówiła Anna Gruszecka, dyrektor biblioteki, autor „ jeszcze nie był profesorem, a już był legendą”, słynąc z żywo prowadzonych wykładów.

Więc jak to było z tym Bismarckiem, który do bliskich sobie pań zwracał się - po polsku! - per „czarna koteczko” i „malinko”? Prof. Łazuga zachęcał do spojrzenia na działania Bismarcka od jego strony: odbudowa Polski musiałaby dokonać się kosztem Prus, którym Niemcy zawdzięczały wielkość. Niechęć kanclerza miała charakter ideowy, nie była ślepą nienawiścią, zaś walkę z nami toczył wszak środkami prawnymi, nie „ogniem i mieczem”. Aby uśmiechnąć  się nad przewrotnością historii, prof. Łazuga przypomniał, że jedyny, który się zachował pałac Bismarcka, to ten w polskim Warcinie, zaś Marię Konopnicką ustawioną z wiadomych względów przed pałacem niemieccy turyści biorą za…żonę Bismarcka, zaś w Miastku pomnik Bismarcka – walczącego wszak z Kościołem katolickim – przerobiono na pomnik Chrystusa Króla.

A Leon Biliński? To on, wówczas cywilny namiestnik Bośni i Hercegowiny, najpierw zlekceważył informacje o planowanym zamachu na arcyksięcia, a potem „ w prześlicznej francuszczyźnie”( jak to sam określa) napisał ultimatum dla Serbii, po czym… wyjechał do wód, skąd powrócił nieco zdziwiony  wojną, która się rozpętała.

Książka „Okiem Stańczyka” podzielona jest na części: w jednej autor opisuje arcyciekawe i wzruszające spotkania ze świadkami historii: Karoliną Lanckorońską, Kazimierzem Narutowiczem, bratankiem  zamordowanego prezydenta, Marią Bobrzyńską, synową namiestnika Galicji( uczennicą Wyspiańskiego). Na spotkaniu prof. Łazuga mówił także o o. Joachimie Badenim( „wnuk bohatera mojej pracy habilitacyjnej”) i jego słynnym powiedzeniu, gdy zapytany w późnej starości już głuchy i niedowidzący, jak się czuje, odpowiedział: świetnie, nic nie widzę, nic nie słyszę - pełna kontemplacja!

Kolejna część książki poświęcona jest privatissimum, a więc jest o prywatnych fascynacjach autora różnymi postaciami historii, choćby Rudolfem Virchowem, świetnym lekarzem, urodzonym w rodzinnym Świdwinie, który wyzwał Bismarcka na pojedynek… na parówki.

Jest i część poświęcona Poznaniowi, którego prof. Łazuga ( korzenie rodzinne ostrzeszowsko-wileńsko-lwowsko-świdwińskie) jest wielkim patriotą, co tym bardziej  zaskakujące, że z racji swoich zainteresowań historycznych, jak i stylu bycia bardziej pasuje do Krakowa, który go zresztą bardziej hołubi niż Poznań. Twierdzi, że w Poznaniu ludzie są bardziej dla siebie życzliwi ( nawet przeciwnicy), gdy w Krakowie już rano trzeba ustalić, komu się dzisiaj nie podaje ręki…Na spotkaniu i w felietonach zawsze gorąco namawia, by Wielkopolanie nauczyli się bardziej chwalić sobą. Zwrócił uwagę na ciekawy fakt, że gdy inne polskie powstania czci się nazwiskami bohaterów w nazwach ulic,  w Wielkopolsce najwięcej ulic jest poświęconych bohaterowi zbiorowemu: powstaniu wielkopolskiemu, które prowadzili fachowcy, a nie charyzmatycy.

Lecz nie same anegdoty – a jest ich w książce mnóstwo - składały się na spotkanie, choć dodają one tyle smaku historii. Było wiele okazji i do poważnej refleksji, także gdy prof. Łazuga mówił o współczesności, zwłaszcza odwołując się do historii ( dla Łazugi czas przeszły jest czasem teraźniejszym – pisze w posłowiu Krzysztof Mroziewicz). Posłuchajmy np. takiego cytatu: Po co u nas trumna? Po to, by sprawie służyła. To nie słowa współczesne, ale sprzed ponad stu lat, słowa jednego ze stańczyków, Stanisława Koźmiana…Tyle samo lat mają i te słowa Józefa Szujskiego: obłędzie, opuść naszą ziemię na zawsze, bo inaczej się wykoleimy. Prof. Łazuga spotkanie zakończył mocnym wezwaniem: jedyna nienawiść, na jaką sobie można pozwolić, to nienawiść nienawiści.

Prof. Waldemar Łazuga jest kierownikiem Zakładu Myśli i Kultury Politycznej Instytutu Historii UAM      

Kultura Wydział Historyczny