Aula UAM. Nie tylko tango

Fotografia w nagłówku
Fot. Antoni Hoffmann
Fot. Antoni Hoffmann

x Pod znakiem kilku ważnych dat i rocznic, rozpoczęła Filharmonia Poznańska 71. sezon artystyczny. 70 lat temu (2.V 1947) zapoczątkowano  Koncerty Targowe. W ich 125 edycji (6. X) - w klamrze utworów Wojciecha Kilara: Oravy, Exodus i Victorii -  zabrzmiały: IV Symfonia na fortepian i orkiestrę Karola Szymanowskiego oraz Te Deum Antonina Dworzaka. Minęło bowiem właśnie 85 lat, gdy w Poznaniu (9. X 1932) – pod dyrekcją Grzegorza Fitelberga i  z udziałem kompozytora jako solisty – odbyło się prawykonanie pierwszego dzieła oraz mija 125 lat od daty powstania drugiego. Teraz partię fortepianową symfonii Szymanowskiego z filharmonikami poznańskimi zagrał Peter Jablonski – znany w świecie artysta  z polskimi korzeniami, urodzony w Szwecji. Czteroczęściową, monumentalną kantatę Dworzaka, zaśpiewał Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej z solistami Joanną Zawartko (sopran) i Tomaszem Wiją (bas-baryton), kolejny raz na estradzie auli UAM potwierdzając znakomitość zespołu, kierowanego przez Violettę Bielecką. Całością dyrygował Marek Pijarowski, komentował program prof. Daniel Golianek.

Zobacz: Styczeń nie tylko w auli UAM

Przed koncertem przedstawiciele Fundacji Rozwoju Miasta Poznania, wręczyli Leonardowi Szymańskiemu doroczną Nagrodę im. Edwarda Raczyńskiego - za wieloletnią i wszechstronną działalność społeczną.

x Richard Egarr, brytyjski dyrygent, klawesynista i pianista - we wszystkich tych trzech rolach - był (13.X) bohaterem wieczoru filharmoników, poświęconego pamięci Christophera Hogwooda, niedawno zmarłego wielkiego muzyka i muzykologa angielskiego, przez kilka sezonów także I zagranicznego dyrygenta gościnnego naszej orkiestry. Program koncertu stanowił wyraźny ukłon dla jego estetyki myślenia o muzyce. R. Egarr – następca Hogwooda w kierowaniu orkiestrą The Academy of Ancient Music – najpierw od klawesynu poprowadził Suitę Henry Purcella z semi-opery „Fairy Queen” (Królowa wróżek), potem  jako solista i dyrygent  zaprezentował  XII Koncert fortepianowy W. A. Mozarta;  na koniec  zadyrygował II Symfonią Roberta Schumanna. A do wprowadzenia słownego Marleny Gnatowicz-Drobnik dodał jeszcze  także kilka własnych refleksji i anegdot o Purcellu.

x „Tango, tango, tango…” – pod tak niecodziennym tytułem Filharmonia aż dwukrotnie zapełniła aulę melomanami. W piątek (20. X) na cotygodniowym spotkaniu i w sobotę (21. X) na 462 Koncercie Poznańskim. Popularny latynoski taniec, od pewnego czasu awansem społecznym zdobywa także estrady koncertowe. Na naszej – nie po raz pierwszy – zagościł za sprawą dwóch Argentyńczyków: słynnego Astora Piazzolli (1921 -1992) i coraz bardziej  znanego w świecie 52-letniego Martina Palmeri’ego. W  urok muzyki  pierwszego wprowadził słuchaczy duet rewelacyjnych Włochów: Mario Stefano Pietrodarchi  (bandoneon) i Luca Lucini  (gitara), wsparty poznańską parą tancerzy - Magdaleną Samolik i Leszkiem Siennickim.  Potem dołączyli Chór Kameralny UAM pod dyr. Krzysztofa Szydzisza i następni soliści: skrzypek Marcin Herman, kontrabasista Patryk Piłasiewicz i sopranistka Marzena Michałowska, a przy fortepianie usiadł sam Martin Palmeri. I w tym wokalno – instrumentalnym wykonaniu, zabrzmiało po raz pierwszy – dedykowane uniwersyteckim kameralistom i ich twórcy, na 25-lecie działalności – jego „Laudate pueri na chór mieszany i tango quintet”. Drugą odsłonę koncertów wypełniła Misa z Buenos Aires, oparta na tradycyjnych 6 częściach stałych mszy rzymsko-katolickiej. Misa Tango – jak się zwykło ją nazywać - Martin Palmeri skomponował w 1996 r. i dzisiaj jest najsłynniejszym dziełem tego artysty, wykonywanym na obu półkulach. Wzbudziło zachwyt także papieża Franciszka. Chór Kameralny UAM przypomniał  - prezentowany już kiedyś utwór – z sopranistką M. Michałowską, bandoneonistą M. S. Pietrodarchim i z kompozytorem przy fortepianie oraz z orkiestrą filharmoników pod dyr. Przemysława Neymanna. Koncerty poprzedzało ciekawe słowo wprowadzające i obszerny tekst w programie o historii tanga oraz o ich twórcach współczesnych, autorstwa dr. Jakuba Kasperskiego.

x Ledwie ostatni słuchacze Koncertu Poznańskiego wstali z krzeseł (21.X), a już aula zapełniła się gośćmi Koncertu Głównego 25-lecia Chóru Kameralnego UAM oraz jego twórcy i dotąd dyrygenta, prof. Krzysztofa Szydzisza. Wśród gości – obok obecnego rektora UAM prof. Andrzeja Lesickiego – jego poprzednicy, począwszy od prof. Stefana Jurgi, za którego kadencji rodził się chór, który błyskawicznie dojrzewał i swymi umiejętnościami zdobywał estrady krajowe, a wkrótce zagraniczne – z czasem na wszystkich pięciu kontynentach !

Jubileuszowy wieczór był więc nie tylko popisem kunsztu obecnego zespołu i jego solistów, znakomicie wyczuwających puls życia estradowego XXI wieku, lecz też okazją do wspomnień i osobistych refleksji śpiewaków, utrwalonych na filmie Marcina Januszkiewicza. „Muzyczny cocktail” pierwszej części przypomniał kilka polskich i obcych przebojów chóru, wśród nich inscenizację Teresy Nowak „Ptasiego radia” P. Salabera i B. Sawickiej-Stępińskiej do słów J. Tuwima oraz – wykonany razem ze sporą gromadą b. śpiewaków – słynny Song Chasydski Gila Aldemy. Po przerwie królowała muzyka Piazzolli i Palmeri’ego w rytmie tanga (naturalnie łącznie z jego utworem – dedykacją), a długi wieczór 25-lecia zamknęło - znów wspólnie zaśpiewane – Credo z Misa Tango. Zapowiadali (z humorem i wdziękiem) Ewa Jarmakowska-Kolanus i Grzegorz Sikorski.

x Najstarsi słuchacze muzyki nie pamiętają, kiedy ostatni raz  opuszczali aulę z  t a k i m  bagażem wrażeń, jak (27. X) po spotkaniu z Pretty Yende. 32-letnia sopranistka, urodzona na głębokiej prowincji RPA, absolwentka w 2011 r. Akademii Młodych Artystów przy mediolańskiej La Scali, od kilku sezonów – omal dzień po dniu – zdobywa największe sceny i estrady europejskie, a w ubr. trzykrotnie pojawiła się w tzw. gwiazdorskich rolach operowych w nowojorskiej MET. Po drodze wygrała kilka konkursów międzynarodowych, a dwa dni po poznańskim i zarazem polskim debiucie odebrała w Hamburgu prestiżową nagrodę TV Niemieckiej „Echo Klassik”. Na koncert u nas - z fenomenalnie tego dnia grającymi filharmonikami pod batutą Łukasza Borowicza – Pretty Yende przygotowała aż sześć (!) wielkich arii z oper Gioachino Rossiniego, Vincenso Belliniego, Julesa Masseneta i Gaetano Donizettiego (dwie), a słynną finałową sceną z „Łucji z Lammermoor” doprowadziła – wydawało się już – do zenitu entuzjazm publiczności. Tymczasem – poruszona nim artystka – odwdzięczyła się jeszcze jedną, efektowną arią Giacomo Meyerbeera z opery „Dinorah”. Wieczór, który na długo pozostanie w pamięci, komentował Jacek Marczyński, autor „Prywatnego alfabetu śpiewaków”-  książki, w której m.in. zawarł zgoła filmową opowieść o niesamowitej karierze afrykańskiej artystki.                        

Kultura Ogólnouniwersyteckie